Od parkingu wiodły dróżki przez lasek, a w lasku mimozy tulące się pod wpływem dotyku. Ale te nie tulą się. Mimozy, które nie są czułe.
A potem stromo na dół. Widać już morze (jakże nienaturalnie kolorowe, dokładnie takie, jak w turystycznych folderach). I już zaraz maleńka, piaszczysta plaża, podzielona (tylko teoretycznie) wielką, zanurzoną w wodzie skałą, na której zawsze opala się kilka osób.
Po lewej stronie plaży ludzie w strojach kąpielowych, po prawej - nadzy, ubrani tylko w opaloną skórę.
Andrzej i Joanna sadowią się z prawej strony skały i powolutku rozbierają się. Staje się coś, co trudno wyjaśnić. Znika poczucie wstydu; owo przytłaczające, biblijne poczucie wstydu, które pojawiło się po skosztowaniu zakazanego rajskiego owocu.
Wraz z kostiumem kąpielowym zdejmowany jest grzech pierworodny. Dobre słońce ogrzewa ciała, szczególnie słodko muska miejsca zarezerwowane dla łazienki i sypialni. Andrzej i Joanna mają już jednolitą opaleniznę na całym ciele, ich towarzysze, plażowicze, również. Od bobasów po staruszków. Wspólnota.
A woda…
Woda uwielbia nagie ciała. Ślizga się po nich, obejmuje…
Po kąpieli leżą długo, ciesząc się gorącym śródziemnomorskim słońcem, które w dobie środków kosmetycznych z filtrami ultrafioletowymi nie jest groźne dla skóry.
- Zjawisko - mówi w pewnej chwili Joanna.
- Jakie zjawisko? - pyta przebudzony ze słonecznego letargu Andrzej.
- Dziewczyna.
Rzeczywiście. Tuż obok stoi dziewczyna. Stoi i razi pięknem swojego ciała, przy którym nawet słońce zdaje się blednąć. Wygląda na Skandynawkę. Białe (nie blond) włosy odrzuciła do tyłu, ukazując piękne czoło. Ramiona silne, ale jednocześnie zachowujące delikatność. Piersi jakby zwieszone w stanie nieważkości; nie poddające się sile ciążenia. Zgrabne nogi, ręce, dłonie. Nie ma wątpliwości, że tak musiała wyglądać Ewa w raju. Dzieło idealne. Po wielu tysiącach lat powtórzył się zatem układ komórek, genów i czegóż tam jeszcze potrzeba. Jest Ewa. Ale czy na ocalałym skrawku raju, jakim jest Boadella, nie jest to naturalne, że pojawia się pierwsza kobieta? To przecież jej ogród.
Oczywiście, jak wszystko wokół, dziewczyna jest doskonale aseksualna. Piękno kobiety nieskażonej zmysłem pożądania. Piękno obiektywne.
Dziewczyna poszła się kąpać. Prawdę mówiąc, nikt oprócz Andrzeja i Joanny nie zwrócił na nią uwagi. Nie zwrócił uwagi na jej doskonałość. Dzieci nadal grzebały w piasku (tu, wyjątkowo, jak dla tego wybrzeża, był piasek), smażący się, smażyli się nadal. Spacerujący, spacerowali nadal. Rodziny konsumowały.
Po kilkunastu minutach wróciła. Otrząsnęła się ze słonych kropelek wody i położyła na brzuchu, wystawiając do słońca swoje piękne plecy.
- Ona chyba nie ma pępka - szepnęła Joanna.
- Pępka? Co ty mówisz? - zdziwił się Andrzej; najwyraźniej nie zainteresowały go akurat te regiony ciała piękności.
- Nie ma pępka, jak nie miała go Ewa w raju, ponieważ nie urodziła jej matka; nie łączyła jej zatem pępowina.
Andrzej zaśmiał się.
Joanna już nic nie powiedziała, tylko poszła się kąpać.
Andrzej odprowadził ją wzrokiem. Odprowadził wzrokiem kochaną kobietę, której każda cząstka, nie pomijając pępka, była mu bardzo droga.
Postanowił dopilnować, by przyjrzeć się leżącej obok dziewczynie, kiedy wstanie. Czy rzeczywiście nie ma pępka.
Tymczasem do plaży przybił okręcik przybrzeżnej floty. Po przerzuconym na samą plażę trapie zeszło kilka osób. Rozdzielili się równo, na tych, którzy opalają się w kostiumach (za linią skały) i tych, którzy zdejmują wszystko.
Dwóch wspaniale zbudowanych mężczyzn, ujmujących harmonijną budową i sposobem poruszania się, sprężystym, zdecydowanym i delikatnym zarazem.
- Dzisiaj chyba dzień wyjątkowy. Tyle pięknych ciał - powiedziała Joanna, która właśnie wróciła z kąpieli.
Rzeczywiście. Na nagich plażach zdecydowaną większość stanowiły osoby… - jakby to zgrabnie określić - zwyczajne. Często z dużą nadwagą, często w zaawansowanym wieku. Ale - być może - te naprawdę piękne ciała - rozebrane do naga - nie działałyby tu w taki sposób, jak po obleczeniu w kostiumy na plaży obok. Tam, wraz ze skrawkami materiału, stawały się godne pożądania.
A zatem Joanna, Andrzej, dziewczyna prawdopodobnie pozbawiona pępka, dwóch miłych mężczyzn i wiele innych osób zażywało słonecznej kąpieli na piaszczystej plaży o wdzięcznej nazwie Boadella.
Nieubłaganie zbliżał się czas późnego obiadu, który zapowiadał się - jak co dzień - wspaniale. Zimne gaspaho, kanapki z anchois, oliwki, ślimaki, małże w sosie grzybowym i dobrze schłodzone różowe wino…
Dla rozkoszy stołu należało porzucić raj, założyć szaty i wdrapać się na wysoką skarpę, za którą był już zwyczajny świat.
Andrzej i Joanna ubrali się i ruszyli do ścieżki prowadzącej na górę. Piękna dziewczyna trwała w niezmienionej pozycji. Dwaj mężczyźni również ubrali się i ruszyli za nimi. Teraz, kiedy nie byli nadzy, zamienili się w dwóch nudnych facetów w średnim wieku.
We czwórkę wkroczyli w świat nieczułych mimoz.
Andrzej odwrócił się, mając nadzieję, że dziewczyna może już wstała. I rzeczywiście, uniosła się i zaczęła przechadzać po piasku. Stąd, ze świata obarczonego grzechem pierworodnym, jej widok, widok nagiej pięknej kobiety, wzbudził w mężczyźnie pożądanie. Wzbudził krwi wrzenie. Jego dłoń zapragnęła pieścić jędrne piersi, gładzić okrągłe pośladki, a na widok ciemnego trójkąta między udami poczuł miły dreszcz. Ale już weszli w las, już plaża skryła się za skarpą.
Andrzej nabrał powietrza i o mało nie wpadł na krzak nieczułej mimozy. Otarł się o nią jednie i nawet nie zauważył jak stuliła drobne listki.
- I cóż - zapytała Joanna - miała pępek czy nie miała?
- Parzyłem na nią, parzyłem i nie spojrzałem na pępek.
Joanna zaśmiała się i filuternie dała mu klapsa. On zaś przytulił ją i wyraźnie poczuł ciepło śródziemnomorskiego słońca, jakie zgromadziło się w ukochanym ciele.
Usłyszeli śmiech dwójki idących za nimi mężczyzn, którzy trzymali się za dłonie