POWRÓT, 2003 ,Twój Styl

 

Jedziemy wolno. Teraz już naprawdę nie trzeba się spieszyć. Na drodze wyrasta jednak coś, czego nie mogliśmy się spodziewać. Zbliżamy się do ciągu samochodów migających żółtymi światłami. To oznacza korek. Nie jest jednak aż tak źle, bo auta nie stoją w miejscu, ale posuwają się powoli naprzód. Rozglądamy się z ciekawością, bo chcemy poznać przyczynę spiętrzenia. Wreszcie dostrzegamy policyjny samochód i karetkę, które zajmują miejsce na jednym z pasów. Na jezdni rozstawione są pochodnie, a kamizelki krzątających się ludzi mają jarzące się w świetle reflektorów odblaskowe pasy. Stoi tam jeszcze jeden samochód. Z regularnego wielościanu zamienił się w niekształtną bryłę. Leży na dachu, dookoła rozbite szkło i pojedyncze, drobne części. Jeszcze dalej – jakieś podłużne kształty przykryte plandeką, a na powierzchni asfaltu rozmazane, czerwone plamy. Tu nie ma żartów, tu zginęli ludzie.
Przyglądam się wrakowi auta i dopiero teraz je rozpoznaję. To przecież brudnobiały mikrobus, który towarzyszył nam przez prawie całą drogę. Tutaj, tuż przed osiągnięciem celu, tuż przed domem, rozbił się, unicestwiając załogę. Kierowca, po wyczerpującej jeździe, prawdopodobnie zasnął. Przyśnił mu się zapewne dom, żona, dzieci, a tu nagle taka przygoda – śmierć. Pod przykryciem leżą ci, z którymi jeszcze niedawno rozmawialiśmy na parkingu. Ci, którzy tak podobni byli do nas, że równie dobrze my mogliśmy znaleźć się na ich miejscu. Siedzący teraz za kierownicą nasz kolega jest przecież także zmęczony, pod jego powiekami również czai się sen o domu i odpoczynku.
Nie mówimy nic. Myślimy o tym samym. Rachunek prawdopodobieństwa wskazuje, że ktoś musi zginąć na drodze. Nie byliśmy to my, ale to już tylko przypadek. Tysiące kilometrów, jakie mamy „na liczniku”, upoważniają do tego w dostatecznym stopniu. Dlaczego jednak zdarzyło się to tutaj, tak blisko domu? Dla nich nie ma to już znaczenia. Dla nas – tak, bo długo jeszcze będziemy widzieć w snach ten obraz. Nie zaśniemy już tej nocy. Będziemy uważnie obserwować kierowcę, aby nie spotkało nas to, co spotkało tamtych, ale świadomość takiej możliwości jest naprawdę dużym ciężarem.