Cofnąć czas. Zobaczyć świat takim, jakim był kilkanaście,
kilkadziesiąt lat temu. Zobaczyć świat swojego dzieciństwa,
dzieciństwa rodziców, dziadków… Tak, oczywiście, to nie
jest możliwe. Pozostają tylko wspomnienia. Nasze wspomnienia,
naszych bliskich. Zostają stare gazety, książki, archiwalne
filmy i nagrania. Może właśnie nagrania przekazują najpełniej
czas miniony, bo zawsze dobudować coś jeszcze może do nich
nasza wyobraźnia. Wystarczy nastawić płytę, zamknąć oczy
i przenieść się w inny świat.
|
|
KOLOR BIAŁY
|
|
W 1984 roku Francis Ford Coppola nakręcił film Cotton Club.
Film, w którym niebagatelną rolę odegrała muzyka. Muzyka
z legendarnego Cotton Clubu, gdzie na przełomie lat 20-tych
i 30-tych występowali tacy muzycy jak Cab Calloway czy Duke
Ellington. Świetny instrumentalista i aranżer Bob Wilber
przygotował specjalnie dla potrzeb filmu orkiestrę, która
wykonała muzykę dokładnie według starych partytur. Dla uzyskania
idealnie zbliżonego do oryginału brzmienia za wzór posłużono
się dawnymi nagraniami. Efekt był piorunujący. Perfekcja
sesyjnych muzyków pozwoliła stworzyć współczesne wykonania
niemal identyczne ze starymi, a nawet doskonalsze ze względu
na dzisiejszą technikę nagraniową. Można to sprawdzić, ponieważ
równolegle z płytą, na której znalazła się ścieżka dźwiękowa
z filmu, wypuszczony został krążek z oryginalnymi nagraniami
z Cotton Clubu. Perfekcja, ale i magia. A na "dodatek" akcja
filmu splatająca się nierozerwalnie z muzyką. Świetne aktorstwo,
wycyzelowana scenografia, doskonała intryga i… Richard Gere
sam grający solówki na kornecie.
|
 |
KOLOR NIEBIESKI
|
|
W 1996 roku Robert Altman nakręcił film Kansas City. Sam
film może nie jest szczytowym osiągnięciem tego reżysera,
ale muzyka, pojawiająca się jakby na drugim planie, nie
pozwala przejść obok siebie obojętnie. Rok 1934 i jazzowe
kluby Kansas City, w których bez przerwy toczy się muzyczne
jam session. To właśnie w tym okresie działo się tam coś
niezwykłego. Miasto było miejscem nieustannej konfrontacji
miejscowych muzyków z przyjezdnymi orkiestrami jazzowymi.
Odbywały się tam niesamowite muzyczne pojedynki, na które
(dla wzmocnienia miejscowej drużyny) potrafiono ściągać
muzyków do klubu nawet nad ranem. Tutaj pierwsze kroki stawiał
Charlie Parker, tu grywał Coleman Hawkins i genialna Mary
Lou Wiliams. I właśnie tę gorącą atmosferę przywołuje muzyka
przygotowana do filmu. W nagraniach wzięli udział najlepsi
współcześni jazzmani: Joshua Redman, Nicholas Payton, David
Murray i inni. Uzyskano niespodziewane rezultaty. Muzyka
z lat 30-tych zagrana została z użyciem całego bogactwa
zdobyczy ostatnich dziesięcioleci; z elementami jazzu free
włącznie. To nie jest odtworzenie dawnych wykonań, tutaj
mamy do czynienia z kreacją na wskroś współczesną, choć
mocno osadzoną w stylistyce tamtych czasów. To jak śpiewanie
barokowych kantat przez wokalistów specjalizujących się
na co dzień w wykonaniach Wagnera.
|
 |
KOLOR CZERWONY
|
|
W roku 1998 Wim Wenders nakręcił film Buena Vista Social
Club. Czas cofnął się o kilkadziesiąt lat. Nie, nikt nie
stylizował wykonywanej w filmie muzyki. Nikt nie dodawał
do tego, co grano, współczesnych doświadczeń. W filmie ukazują
się autentyczni muzycy, którzy żywcem zostali przeniesieni
z Hawany lat 50-tych we współczesność i grają dokładnie
te same nuty co niegdyś. Zakonserwowani dymem z kubańskich
cygar i swoją niebywałą skromnością, przynoszą nam w darze
umykający czas. Czas nie zmieniony, odmawiający racji bytu
wiekopomnemu dziełu Prousta. Muzyka i tło. Tło - współczesna
Hawana. Miasto-muzeum, podupadłe muzeum pełne starych samochodów
i przedpotopowych lodówek. A nad wszystkim unosi się duch
zasiany przed laty przez jeszcze jednego Kubańczyka, Alejo
Carpentiera, autora niesamowitej "Podróży do źródeł czasu".
Czyżby dla wszystkich mieszkańców tej wyspy czas był jedynie
nic nie znaczącym dodatkiem do wieczności?
|
 |
Po raz pierwszy opublikowano na
stronie WWW PEGE I PRZYJACIELE
|